piątek, 18 września 2015

Pamela Lyndon Travers „Mary Poppins”




Mary Poppins włożyła białe rękawiczki i wetknęła pod pachę parasolkę – nie dlatego, że padał deszcz, lecz dlatego, że parasolka miała tak piękna rączkę, iż w żaden sposób nie można było zostawić jej w domu. Bo jak można zostawić w domu parasolkę, która ma rączkę w kształcie papuziej główki? Zresztą Mary była bardzo próżna i lubiła prezentować się jak najlepiej. Prawdę mówiąc, była najzupełniej przekonana, że nigdy nie wygląda źle.
P. L. Travers „Mary Poppins”


Słomkowy kapelusz, dywanikowa torba oraz parasolka z rączką w kształcie papuziej główki. Tej postaci raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Mary Poppins!


Z wstydem muszę przyznać, że osobę Mary Poppins znałem do tej pory jedynie z, jakże pięknej, ekranizacji. Jednak, w związku z tym, że miałem zaszczyt spotkać Mary osobiście (ostatnio razem z Książniczką zaszczyciliśmy naszymi (nie)skromnymi osobami Disneyland), postanowiłem w końcu przeczytać książkę o tej niezwykłej postaci.

Przenosimy się do Londynu, na ulicę Czereśniową 17. Tam, mieszkają państwo Banksowie razem z czwórką swoich dzieci: Janeczką, Michasiem oraz bliźniętami Jasiem i Basią. Pani Banks poszukuje nowej niani dla swoich pociech. Wtem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wraz ze wschodnim wiatrem, na parasolce przylatuje nowa opiekunka, Mary Poppins. Wyjątkowo próżna i zapatrzona w siebie, tajemnicza kobieta. Mimo jej oschłego charakteru, dzieci przekonują się do niej niemal od razu. I tak, w towarzystwie nowej niani, przeżywają wiele magicznych przygód i jednocześnie uczą się tego co dobre, a co złe.

Już od pierwszych stron, nietrudno zauważyć, że jest to książka dla dzieci i… tylko dla dzieci. Przeżywane przez bohaterów przygody są co prawda niesamowite, ale przy tym wyjątkowo naiwne. Gdybym czytał tą książkę jako dziecko (lub raczej gdyby mi ją czytano jako dziecku) istniałaby spora szansa, że byłbym nią oczarowany. Nie chcę się tu wyjść na jakiegoś poważnego dorosłego. Absolutnie! Naprawdę, z całych sił starałem się patrzyć na tą historię obiektywnie, tak jakbym ją odbierał jako maluch. W duszy czuję się ciągle na 7 lat. Jednak ta historia mnie nie porwała. Po obejrzeniu świetnej disnejowskiej adaptacji spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. Zwłaszcza, że pani Travers toczyła zażarty bój z Disney’em przez blisko ponad 25 lat, na temat tego jak ma wyglądać film by za bardzo nie odbiegał od książki (powstał na ten temat osobny film, Ratują pana Banksa, który gorąco polecam!).

Jeśli chodzi o podobieństwo do filmu… Gigantyczna różnica! Wprost bezdenna przepaść. W filmie, Mary przedstawiona jest jako ciepła, miła i kochająca dzieci osoba. W książce jest zupełnie na odwrót. Przygody w książce nie tworzą żadnego logicznego ciągu. Bardziej przypominają zbiór opowiadań, gdzie każdy rozdział jest osobnym opowiadaniem. Nie potrafiłem też w książce znaleźć żadnego morału, ani przesłania. W przeciwieństwie do filmu, gdzie Mary Poppins uczy dzieci jakie wartości są w życiu najważniejsze. Podobnie nie znalazłem nawiązania do ojca pani Travers (a ponoć takowe istnieje) w osobie pana Banksa, którego to postać pojawia się w zasadzie tylko w pierwszym rozdziale i to na około dwóch stronach.

Książka, naturalnie została opatrzona znanymi ilustracjami Mary Shepard. Czy są ładne? Kwestia gustu. Mnie specjalnie nie urzekły. Poza tym w książce dla dzieci mogli wysilić się na kolorowe obrazki, bo z tymi czarno-białymi, książka prezentuje się… smutno, pomijając oczywiście przyzwoitą i klimatyczną okładkę.

W ramach ciekawostki dodam, że w pierwszym polskim wydaniu z 1938, z nieznanych przyczyn, tytuł książki został przetłumaczony jako Agnieszka i tak też nazwano główną bohaterkę. Dopiero na osobistą prośbę autorki, tytuł został zmieniony. Sama książka zaś powstała w 1934.

A na sam koniec pozwolę sobie dodać dwie piosenki z filmu Mary Poppins, które chyba najlepiej oddają ducha tej postaci jak i filmu ;) I w ramach kolejnej ciekawostki, piosenka Feed The Birds była ulubioną piosenką Walta Disney'a. Polecam również zapoznać się z piosenką A Spoonful Of Sugar, której to już nie chcę tu wrzucać by zbytnio nie zaśmiecać posta.




Podsumowanie:
Autor: Pamela Lyndon Travers, właściwie Helen Lyndon Goff












Tytuł oryginalny: Mary Poppins
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 224

Dla kogo? Niestety, jest to pozycja dla najmłodszych czytelników. Bez wątpienia książka należy do klasyki dziecięcej literatury, jednakże, ci starsi raczej się nią rozczaruję. A ci, co znają film już na pewno.

Coś ode mnie: Może dlatego, że za dużo od tej książki oczekiwałem, a może dlatego, że… ramoleję, książka mi się nie podobała. Mimowolnie patrzyłem na nią przez pryzmat ekranizacji co z pewnością przyłożyło się do tego, że się bardzo rozczarowałem. Liczyłem na prawdziwie magiczną historię z pięknym przesłaniem i niesamowitą fabułą.

Treść: 5/10
Styl: 5/10
Okładka: 7/10
Moja ocena: 5/10

16 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc, mam w planach tę historię, ale troszkę ostudziłaś mój zapał swoją recenzją, ech, myślałam, że to historia z morałem - jak w filmie, a okazuje się, że jednak go brakuje, troszkę to przykre...

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety :( Daj znać jak Tobie się spodoba

      Usuń
  2. Ja się przyznam że nie oglądałam ani nie czytałam tej historii. Znałam ją tylko ogólnie. I mimo twojej niezbyt przychylnej oceny chcę ją przeczytać.

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do bliższego poznania z osobą Mary Poppins i do wyrażenia swojej opinii ;)

      Usuń
  3. Wiesz, że dopiero niedawno poznałam ten klasyk?
    Ale jak to klasyk - chciałabym przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja patrzę na książkę przez pryzmat mojego dzieciństwa, czytałam ją mając może 7 lat... Ale szczerze to nie będę chyba do niej wracać, nie chcę popsuć obrazu który wykreowałam jako mała dziewczynka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zbyt wiele klasyki dziecięcej opuściłem i czytanie ich teraz nie daje takich samych wraże jak czytanie ich jako dziecko.

      Usuń
  5. Nie czytałam, ani nie słyszałam o tej książce. Tej historii również nie miałam okazji obejrzeć. Ale widzę po Twojej ocenie, że nie jest to aż tak super. Dlatego za to podziękuję.
    Pozdrawiam.
    Między Stronami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłem, że ktoś nie słyszał nigdy o Mary Poppins. Książka może rzeczywiście nie zachęca, ale polecam film.

      Usuń
  6. Nie czytałam, choć uwielbiam literaturę dziecięcą, ale nie przekonam się raczej. Gratuluję wizyty w Disneylandzie! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. fajna recenzja, choć książka nie dla mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Niestety, tak to już jest, że na niektóre historie jest się już za dojrzałym ;)

      Usuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, wszystkie czytam i zawsze na nie odpowiadam. Dziękuję za Wasze słowa!