sobota, 12 grudnia 2015

Peter James „Pogrzebany”

Nic nie trwa wiecznie. Trzeba cierpliwie czekać na właściwy moment, a prędzej czy później dostanie się wielką szansę. Tak jak w przyrodzie. Najwięksi drapieżnicy są też najbardziej cierpliwi. 
P. James „Pogrzebany”


Każdy czegoś się boi. Dla jednych najstraszniejsze będą wysokości, dla innych wijące się jadowite węże albo konieczność wizyty u dentysty. Też się czegoś boję. To coś śni mi się uparcie po nocach i paraliżuje pod kołdrą, dopóki nie uświadomię sobie, że straszna wizja była tylko snem. A o czym piszę? O obudzeniu się wewnątrz zamkniętej, zakopanej pod ziemią trumny. Taka sytuacja przytrafiła się głównemu bohaterowi książki Petera Jamesa. Zapraszam na recenzję Pogrzebanego.


Moglibyście zapytać, w jaki sposób może dojść do tak kuriozalnej sytuacji jak pobudka pod ziemią. Niech za wskazówkę posłuży Wam fakt, że Michael za trzy dni się żeni, a w trumnie towarzyszą mu: butelka whisky, krótkofalówka, latarka, rurka do oddychania i pisemko pornograficzne. Wieczór kawalerski, otóż to. Problemy zaczynają się w momencie, gdy kumple Michaela, którzy zamierzają uwolnić go po kilku godzinach, giną w wypadku samochodowym w drodze do kolejnego baru. Głupi kawał przeistacza się w walkę o życie przyszłego pana młodego, a ani matka, ani narzeczona nie wiedzą, gdzie go szukać.

Do akcji poszukiwawczej wkracza detektyw Roy Grace, którego zaczynają zastanawiać podejrzane sprawy finansowe na Kajmanach prowadzone przez zaginionego. Czy uciekł do ciepłych krajów i zostawił przyszłą żonę? Czy ktoś postanowił skorzystać z jego bogactwa i pozbawić go życia? Czy tak naprawdę nikt nie wie, gdzie szukać Michaela? 

Akcję obserwujemy z perspektywy poszukiwań i z perspektywy uwiezionego mężczyzny. Pikanterii i dynamiki wydarzeniom spoza trumny dodaje fakt, iż towarzyszymy pogrzebanemu w najbardziej dramatycznych chwilach jego życia. Podnoszący się poziom wody w trumnie przez ulewny deszcz czy zniknięcie rurki doprowadzającej powietrze do podziemnego więzienia naprawdę przyprawiają o ciarki na plechach.

Pomysł na historię jest świetny, lecz treść niestety nieidealna. Autor zbyt często podsuwa wskazówki, dzięki którym gdzieś w połowie książki byłam w stanie przewidzieć jej zakończenie. Mimo to, i mimo że nie czytam zwykle tego typu powieści, bawiłam się przy lekturze całkiem nieźle! Jak na pierwszą w życiu książkę, w której jednym z bohaterów jest detektyw jestem całkiem zadowolona.

Podsumowanie:
Autor: Peter James 











Tytuł oryginalny: Dead Simple

Wydawnictwo: Buchmann
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 335

Dla kogo? Dla tych, którzy lubią historie z dreszczykiem i niekoniecznie są nastawieni na „wielkie zaskoczenie” w końcówce powieści.

Coś ode mnie: Pogrzebany nie jest na pewno książką, która wpłynęłaby na moje życie, myślę, że ślad w pamięci po jej lekturze zatrą szybko inne, lepsze tytuły, ale nie żałuję, że sięgnęłam po te historię. Można się z niej nauczyć, że zawsze lepiej informować najbliższych, gdzie i z kim planuje się spędzać czas wolny :D

Treść: 6/10
Styl: 5/10
Okładka: 5/10
Moja ocena: 5/10

26 komentarzy:

  1. Szkoda, że książka okazała się taka sobie, bo opis brzmi genialnie! Uwielbiam takie historie z dreszczykiem, a już zwłaszcza motyw pogrzebania żywcem (swoją drogą, według mnie to okropna wizja, nie ma nic gorszego od pogrzebania żywcem), ale wolę, gdy autor mnie zaskakuje zakończeniem. Dlatego też wątpię, bym za tym tytułem się rozglądała - choć może bym komuś na Święta go kupiła? Wśród znanych mi osób, jestem jedynym czytelniczym dziwadłem, więc całkiem prawdopodobne, że moim śmiertelnikom przypadłoby do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogrzebanie żywcem to jeden z moich największych koszmarów! Chyba przewyższa nawet mój lęk przed pająkami (a uwierz, jest ogromny). Ja kupiłam te książkę za 10 zł w wersji kieszonkowej, więc w zasadzie nie mam czego żałować, a komuś troszkę mniej wymagającemu mogłaby się bardzo spodobać (jeśli chodzi o wspomniany prezent) :).

      Usuń
    2. O matko, ja zawsze daję się nabrać na promocje typu "książki za 10 zł". A jaki jest efekt końcowy, każdy widzi (i każdy doskonale zdaje sobie z niego sprawę, ale co z tego, książki za bezcen, po komu refleksja nad tym, że chyba był w tym jakiś cel). ;)

      Usuń
    3. Hahaha, tak, to prawda w przypadku książek "normalnej wielkości" (też daję się na to często złapać), ale wersje kieszonkowe są raczej cały czas w takich cenach. Jedyna półka, z której coś kupuję w empiku - wydania kieszonkowe!

      Usuń
    4. A ja za to wyjątkowo nie trawię wydań kieszonkowych. Nie lubię, brzydka czcionka, brzydki papier, generalnie takie na zasadzie "by było"... Już wolę przeczekać i kupić sobie takie wydanie, które mi się podoba. Dlatego też mam tak mało książek i tak długą listę must-have...

      Usuń
    5. Och, rozumiem ;). Wydań kieszonkowych nie mam zbyt wiele, za to mam mnóstwo nieestetycznie wyglądających książek z regału "do zabrania" na uczelni. Wszystkie książki moje są, nieważne jak wyglądają ;). Ogólnie jestem fanką pisania po książkach, zakreślania fragmentów, rysowania... zaznaczania swojej obecności, dania im "życia". Mam taką postawę, że książka używana to książka szczęśliwa! Zdaję sobie jednak sprawę, że wielu czytelników tą wizją mogłabym przyprawić o palpitacje serca :D

      Usuń
    6. O, to ja na przykład. Uwielbiam, gdy książki są takie piękne i schludne, i nie mogę przeżyć strasznych rzeczy, które się z nimi dzieją. Chociaż sama nic książce nie zrobię, to jednak jeśli jest to już fakt dokonany, w sumie to mi nie przeszkadza (nie mogłam przeboleć, gdy zakrwawiłam moje ukochane Stulecie chirurgów, ale później doszłam do wniosku, że to nawet całkiem pasująca ilustracja. A moja przebolana seria Pana Lodowego Ogrodu, która obiła się o licznych znajomych - którzy brali ją na obozy żeglarskie...! - w sumie zasługuje na swój wygląd, należy się to autorowi). Ale mimo wszystko...! Chociaż mam w swojej biblioteczce takie książki, których nigdy nie pożyczę, bo są tylko moje, dla mnie napisane, nie chcę się nimi z nikim dzielić i nie wierzę, że w księgarniach może być więcej egzemplarzy niż tylko ten u mnie. :P

      Usuń
    7. To dogadałabyś się z CzarnoKsiążnikiem, jego wszystkie książki wyglądają jakby były prosto z drukarni. Przeraża mnie to i boję się cokolwiek od niego pożyczać! :D
      Jeśli się zastanowię, to moje podejście do obchodzenia się z książkami też nie jest do końca "zero-jedynkowe". Denerwuję się, kiedy pożyczę komuś książkę, a ona wraca jak z wojny. Kilka razy mi się zdarzyło, że pożyczałam coś raz czytanego, a wracało jak po 20 latach intensywnego użytkowania w bibliotece ;/.
      Nadanie charakteru, przez np. uszczypliwe komentarze na marginesach - tak, niszczenie przez brak szanowania - nie.

      Usuń
    8. Oj tam, oj tam... Ja po prostu żyję zgodnie z mottem pani Pince: "Jeśli tę książkę podrzesz, porwiesz, postrzępisz, pognieciesz, pozaginasz, pomażesz, pobrudzisz, poplamisz, poślinisz czy popaćkasz, jeśli ją ciśniesz lub upuścisz albo w jakikolwiek inny sposób zbezcześcisz, uszkodzisz czy potraktujesz bez należytego szacunku, możesz się spodziewać najbardziej surowych kar, jakimi dysponuję." :D

      Usuń
    9. Właśnie dlatego staram się nie brać od Ciebie książek! :-D Kiedy chcę na nie uważać, to jest większe prawdopodobieństwo, że coś im się przytrafi.

      Usuń
  2. Książka mnie nie zaciekawiła, toteż raczej jej nie przeczytam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę pomysł zakopania kogoś w trumnie nie jest ciekawy? To mnie zaskoczyłaś! :D

      Usuń
  3. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, a szkoda! Pamiętam, że w Kill Billu jest taki motyw, gdzie Uma jest uwięziona pod ziemią co było już całkiem przerażające, ale tutaj widzę akcja jest o wiele rozwinięta. No bardzo oryginalny wieczór kawalerski nie powiem, że nie :D Może się skuszę. Pozdrawiam!
    Ich perspektywy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już słyszałaś :). Cieszę się, że Cię zainteresowałam. Nie bij, ale nigdy nie widziałam "Kill Billa", ja w ogóle nie widziałam wielu filmów, które "wszyscy widzieli". Dzięki, za informację, wszelkie "uwięzienia pod ziemia" mnie interesują", jak to mówią, konfrontacja z lękiem zmniejsza lęk.
      Odpozdrawiam!

      Usuń
  4. Fabuła wydaje mi się ciekawa :) Zwłaszcza, że w głębi duszy interesuję się życiem pozagrobowym i różnymi takimi... :)

    world-chinese-rat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O pozagrobowości nic tutaj nie znajdziesz, ale jeśli przebywanie w grobie za życia też Cię interesuje, to Michael pomoże Ci się wczuć w taką sytuację :-P

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy pomysł na wątek, szkoda tylko, że przewidywalny jak mówisz :) Pozdrawiam!

    Zapraszam : ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się tylko zgodzić. Odpozdrawiam!

      Usuń
  6. Ojej, nie słyszałam o tej książce, ale zainteresowałaś mnie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wcześniej o niej nie słyszałam, ale po przeczytaniu opisu musiałam ją kupić :)

      Usuń
  7. Temat... zdaje się bardzo ciekawy. Nie wiem czy sięgnę po książkę, na pewno chętnie bym zobaczyła ekranizację! Może nie koniecznie film na dużym ekranie, wydaje mi się że temat może się zbyt szybko wyczerpać, ale odcinek w serialu w stylu ":kryminalne zagadki z... " ;) Myślę, że to dobry pomysł, a może nawet gotowy scenariusz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Masz rację, nawet gdyby to miał być film 'na srebrny' ekran, to byłby na pewno ciekawy :-)

      Usuń
  8. Brrr aż musiałam wziąć głęboki wdech, żeby się uspokoić. Zamknięcie w trumnie to zdecydowanie jeden z moich największych strachów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Och, kurczę... Co za geniusze w ogóle wpadają na pomysł, by zamknąć kogoś pod ziemią?! No kurczę... jak można być tak głupim? ;x Ale jednak, pomysł ciekawy. :D Być może kiedyś przeczytam tę powieść. ^_^ Wydaje się intrygująca. ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Geniusze, których nie chciałabym poznać :D

      Usuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, wszystkie czytam i zawsze na nie odpowiadam. Dziękuję za Wasze słowa!