niedziela, 11 września 2016

Richelle Mead „Kroniki Krwi”


Największe rewolucje w dziejach wybuchały dzięki ludziom, którzy potrafili odrzucić to, czego uczono ich całe życie.



Pamiętacie jak zachwycałam się Akademią Wampirów? Lekka fantastyczna młodzieżówka o pretensjonalnym tytule, a wciągnęła mnie jak mało co. No i ten Dymitr (ukochany głównej bohaterki, Rose)! Jedyna postać literacka, w której byłam kiedykolwiek zadurzona.
Wspominałam Wam, że istnieje kolejna seria, w której występują postacie z AW - Kroniki Krwi. Dziś nieco o pierwszej części (której tytuł jest taki sam jak i całej serii).

Musiałam być dość długo namawiana do przeczytania książki rozpoczynającej serię, po części dlatego, że założyłam z góry, że od Akademii może być wyłącznie gorsza, po części dlatego, że główną bohaterką jest Sydney Sage – alchemiczka podążająca za wyznaczonymi odgórnie zasadami postępowania.

I na początku było tak jak przewidywałam, Sydney była sztywna, nudziła mnie i myślałam, że w ogóle zrezygnuję z czytania. Umówmy się, postać, która nie ma swojego zdania (lub nie jest w stanie go wyrazić), boi się komukolwiek przeciwstawić, a lwią częścią jej zajęć jest sporządzanie dokumentacji i mieszanie żrących cieczy nie jest najlepszą kandydatką na główną bohaterkę. Na dłuższy czas odłożyłam więc zniechęcona książkę na półkę, ale w końcu dałam jej drugą szansę (po paru tygodniach) i... okazało się, że słusznie.

Akcja obraca się wokół problemu ochrony siostry nowej królowej morojów (jeśli nie czytaliście AW, to nie będę zdradzała o kogo chodzi). Niektórym śmierć nastolatki byłaby bardzo na rękę, więc jedynym możliwym rozwiązaniem jest jej tymczasowe ukrycie. Tak się składa, że Sydney przypada rola ochrony dziewczyny. W praktyce – wyjeżdżają wraz z kilkoma innymi osobami, w tym Adrianem (znany wcześniej fanom Richelle Mead morojem, leczącym złamane serce po rozstaniu z Rose), który stale podkręca temperaturę emocji w powieści.


 - Spodziewałeś się kogoś innego?-spytałam-Nie jestem wpisana do twojego kalendarzyka?- Rozejrzałam się wymownie po pustym wnętrzu-Nie chciałabym przeszkadzać w spotkaniu z tłumem fanów dobijających się do drzwi
- Hej,każdy może mieć nadzieje.Niewykluczone,że samochód pełen skąpo odzianych dziewczyn z jakiegoś uczelnianego stowarzyszenia popsuje się przed domem i przyjdą tu,szukając mojej pomocy.
- To prawda-przyznałam.-Może umieszczę na drzwiach tabliczkę z napisem "Uwaga, Dziewczyny: Darmowa Pomoc".
- "Uwaga Gorące Dziewczyny"-poprawił Adrian.

  
- Teraz dostrzegam rodzinne podobieństwo. Zastanawiałem się już,czy Jill nie została adoptowana, ale jesteście do siebie podobni.
- Do siebie i do naszego listonosza w Dakocie Północnej-odparł Adrian
.
*
- Powinnaś zamówić dziecięcą porcję - mruknął, pokazując mojego niedojedzonego hamburgera i frytki. - Zaoszczędziłbym kupę kasy. No i dostałabyś zabawkę.

To, co jest w Kronikach Krwi najlepsze to, moim zdaniem, mocniejsze niż w Akademii Wampirów wtopienie świata nadnaturalnego w to, co nas otacza na co dzień.  Więcej świata zewnętrznego, więcej okazji, że coś się wyda i ludzie dowiedzą się, że po świecie chodzą mroczne potwory, a finalnie – wrażenie czytelnika, że to wszystko może być prawdą.

Im więcej kartek przewracałam, tym robiło się ciekawiej. Zwiększała się chemia między bohaterami (co poniektórymi także ta negatywna), zaplatała w supeł sprawa pewnego morderstwa, a kolejne osoby były coraz mniej niewinne.

Autorka ma coś takiego w swoim stylu pisania, że przyciąga, nawet jeśli ktoś taki jak ja wzbrania się rękami i nogami przed kolejnymi jej książkami. Nie mogę więc zdeklarować, że nie sięgnę po kolejny tom, tym bardziej, że ostatnie zdanie powieści to:
Dołączył do nas Dymitr Bielikow.

Richelle Mead znalazła na mnie sposób, nie ma co!



Podsumowanie
Autor: Richelle Mead

Tytuł oryginalny: Bloodlines
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 416
Dla kogo? Dla fanów AW - zapewniam, nie zawiedziecie się... choć wiem, że myślicie, iż po waszej ukochanej serii może być tylko gorzej. 
Coś ode mnie: Jest w porządku. Co prawda dalej nie przepadam specjalnie za Sydney, ale ogólny wydźwięk powieści jest dla mnie pozytywny. A! I chyba nie ma lepszego lekarstwa na poakademiowy kac książkowy niż Kroniki Krwi.
Treść: 6/10
Styl: 7/10
Okładka: 2/10 (ta seria ma wyjątkowo odpychające okładki)
Moja ocena: 6/10 

7 komentarzy:

  1. Książka fajna ale jednak czegos mi w niej brakuje :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Baaaardzo lubię panią Mead- pisze bardzo w moim guście ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zbieram w ciemno Kroniki, mam już tomy 1,2,3,4 i tylko potrzebuję więcej czasu hihi jak każdy z nas:) Akademię Wampirów kocham, choć też tytuł mnie odstraszał, a już te slowo "dampiry" to w ogóle masakra, a potem przeczytałam i przepadłam. Czyli mówisz, że się rozkręca ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ją w planach, na kiedyś, kiedyś bo na razie mam co czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka rzeczywiście nie zachęca, ale dla samego warsztatu autorki jestem skłonna zaryzykować ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Autorkę znam z innej książki, ale do tej pozycji mnie nie ciągnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że nie miałabym problemu z wciągnięciem się w te książki. :) Lubię takie historie.

    Pozdrawiam :)
    Books & Candles

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, wszystkie czytam i zawsze na nie odpowiadam. Dziękuję za Wasze słowa!