wtorek, 25 sierpnia 2015

Kiera Cass „Selekcja” (recenzja serii)

Czasami, aby coś ukryć, najlepiej robić to na oczach wszystkich.
K. Cass „Rywalki”




Widząc mój pseudonim (no wiecie, Książniczka... od książek :)), możecie się domyślać jaki był mój entuzjazm, kiedy zobaczyłam, że ktoś napisał powieść o tym, jak dziewczyna zostaje księżniczką i zdobywa koronę, pałac i to całe bajkowo-bajeczne życie... 
Seria do tej pory składa się z trzech części poświęconych rywalizacji, w której udział bierze America Singer, piątka (yhmm, kolejny podział klasowy, jak w wielu tego typu książkach). Jako część 0,5-2,5 określone są dwa opowiadania Książę i gwardzista, wydane w jednej książce. Czwartą częścią (której się nie spodziewałam) jest Następczyni opisująca perypetie córki znanego z poprzednich części księcia Maxona (akcja ma miejsce około dwudziestu lat później niż czas powieściowy poprzednich tomów). Jak mniemam po zakończeniu, nie jest to ostatnia część. Ponadto autorka wydała jeszcze kilka opowiadań „rozszerzających” wykreowany przez siebie świat, które nie są (jeszcze?) dostępne w języku polskim i... dziennik, który młodym dziewczętom ma pomóc wczuć się w rolę następczyni tronu, jak mniemam (nie widziałam, nie wiem). Nie za dużo tego wszystkiego? 

Pomysł osadzenia kolejnej historii o możliwej wizji przyszłości (kolejnej i na pewno nie ostatniej) w państwie rządzonym przez rodzinę królewską, która organizuje Eliminacje, podczas których książę wybiera małżonkę, wydał mi się oryginalny i przede wszystkim trafiający w mój gust. O ile pierwszy tom serii budził moje zaciekawienie, to im dalej zagłębiałam się w kolejne tomy, tym mniej to wszystko wydawało mi się interesujące, niestety. Potraktowane po macoszemu i nastawione na zysk? Już prędzej. 


Tak naprawdę historię zawartą w trzech pierwszych częściach i dodatkowych opowiadaniach można bez problemu umieścić w jednotomowej powieści. Mnogość tworzonych przez autorkę książek skłania mnie do myślenia o próbie zarobienia jak najwięcej na historii, która całkiem nieźle się sprzedaje.

Co do akcji – skupię się teraz na „pierwszych eliminacjach”, Następczynię podsumuję osobno. Najpierw dowiadujemy się co nieco o klasach, na jakie podzielone jest społeczeństwo przyszłości (członkowie określonej klasy pełnią określone role). Klas jest siedem, główna bohaterka należy do tej, która jest klasą artystów. Jest zakochana w Aspenie, niższym o klasę służącym, który dorabia sobie sprzątając u niej. Niezbyt nowatorskim pomysłem jest pojawienie się problemów w wyniku tego układu. Aspen skłania Americę, aby wysłała zgłoszenie do Eliminacji, które to polegają na „losowaniu” uczestniczek godnych starcia o królewską przyszłość.  Losowanie tak naprawdę nie jest losowaniem, intryga goni intrygę, a dziewczyny, które lądują w pałacu chcą się pozabijać. Tak w skrócie.  Najwięcej miejsca w powieściach zajmuje (och, znów niezbyt odkrywczo) trójkąt miłosny i związane z tym rozterki serca... Nie, nie będę zdradzała o kogo chodzi, chociaż co domyślniejsze osoby już po pierwszym rozdziale pierwszego tomu będą wiedziały jak książka się skończy. 

Seria nie ma samych minusów, bo bądź co bądź, czytało się ja całkiem przyjemnie. Główna bohaterka (odejmując jej denerwujące zastanawianie się „kogo wolę”?) jest dość sympatyczną, mądrą dziewczyną, która kocha swój kraj i ma wiele pomysłów na poprawę bytu rodaków. America jest buntowniczką, ciągle wplątuje się w jakieś afery i jest po prostu „ludzka”. 

Kilka kwestii poruszanych w serii, głównie stosunki panujące na linii ojciec-syn powodują, że lekturę czyta się z zaciekawieniem. Cass wpadła na pomysł ukazania problemu rebelii i rebeliantów w państwie. Ogromną, ogrooomną stratą dla akcji jest fakt, że temat ten został przez nią tylko liźnięty. Ledwo muskając intrygujące zagadnienie, autorka powracała do opisu sporów między kandydatkami, wystawnych obiadów i zadań eliminacyjnych. Czuję niedosyt i niewykorzystany potencjał w tej sferze.

A Następczyni? Jest zdecydowanie poniżej moich oczekiwań. Myślałam, iż będzie to zakończenie serii, ciekawe spojrzenie na Eliminacje "z drugiej strony", kobiecej (wszak to następczyni tronu ma wybrać małżonka). Nie dość, że Bóg wie ile odcinków tej królewskiej telenoweli jeszcze powstanie, to dostałam niesympatyczną, rozpieszczoną i egoistyczną główną bohaterkę... po prostu nie jestem w stanie jej polubić, nie i kropka. Jestem ciekawa kto zostanie Księciem Małżonkiem, ale to już tylko dlatego, że chcę sprawdzić czy wybór będzie tak oczywisty jak założyłam będąc w 1/3 tejże powieści. Obawiam się tylko o swoją cierpliwość, nie jestem pewna czy zniosę kolejną część. Już teraz musiałam przeskakiwać co kilka linijek, bo myślałam, że zasnę nad lekturą.  Co by jednak nie pisać, okładka tej części jest chyba najpiękniejszą z całej serii i jedną z najlepszych jakie w ogóle widziałam. 

Chciałam zwrócić Wam uwagę na zdania zawarte w górnej części okładki tomu pierwszego (Rywalki) i drugiego (Elita). Widzicie to, co ja? „35 dziewczyn, jedna korona” oraz „Do pałacu przybyło 36 dziewcząt, pozostało tylko 6”... chyba ktoś rażąco zlekceważył sobie powierzone mu zadanie dopilnowania wyglądu okładki. Lepiej było zostawić tylko tytuł i autorkę, moim zdaniem. To niedopatrzenie nie odbiera jednak uroku jaki nadają książkom okładkowe przepiękne "księżniczkowe" suknie. Bo czyż nie są przepiękne?

Kończąc, podzielę się z Wami tym, że bardzo chętnie czytuję podziękowania w książkach. Zwróćcie na nie czasami uwagę, dowiecie się ile wysiłku kosztowała akurat ta książka. Nieraz można spotkać się ze słowami podzięki autora kierowanymi do lekarzy sądowych, prawników, historyków – wtedy macie pewność, ze ktoś pisze „na serio”, z głową  i traktuje odbiorców poważnie wykonując pracę rzetelnie. 
Kiera Cass dziękuje w zabawny sposób i to też jest przyjemne w odbiorze. Zacytuję fragment podziękowań z Następczyni, dla przykładu.

Dla Ciebie – za to, że jesteś super osobą, ale przede wszystkim za to, że sięgasz po czwarty tom, nawet jeśli wydawało Ci się, że będą tylko trzy.
(…) Dla Boga za to, że jest Bogiem, ale przede wszystkim za to, że stworzył świat, na którym są takie rzeczy, jak kocięta przystrojone w kokardy.


Podsumowanie
Autor: Kiera Cass


Tytuł oryginalny: Selection (I), The Prince & Guard, The Elite (II), The One (III), The Heir (IV)
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2014-2015
Liczba stron: 220-360

Dla kogo? Dla dziewcząt, nastolatek. Nie wyobrażam sobie płci brzydkiej przy czytaniu takiej literatury... chyba, że w celach poglądowych! Ja nastolatką przestałam być stosunkowo nie tak dawno, ale niedojrzałość bohaterów już mi przeszkadzała.

Coś ode mnie: Początkowo byłam przychylnie nastawiona do pomysłu na tę historię, później mój zapał do czytania coraz bardziej słabł.

Treść: 5/10
Styl: 5/10
Okładka: 10/10
Moja ocena: 5/10 


19 komentarzy:

  1. Może sam pomysł byłby dobry gdyby nie wyciąganie kasy na siłę. Tu kup 4 tomy (i to nie wszystkie jeszcze jak twierdzisz) tu nowelki tu dziennik...
    Ale okładki są cudne.

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie zwróciłam uwagi na to 36 i 35!
    Ale faktycznie! Bardzo nieładne zaniedbanie...

    Wszystkie tomy z serii mam. Byłam ciekawa Rywalek, ale nie wiedziałam, że to się aż tak rozciągnie! Masz rację - to po prostu telenowela... I też obstawiłam Księcia-Męża dla Następczyni po 1/3 powieści ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie podejrzewałam takiego tasiemca...
      Ciekawa jestem kogo Ty obstawiasz :>

      Usuń
  3. Jakoś ta książka mnie nie przekonuję, chyba sobie odpuszczę zapoznanie się z tą serią :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli tematyka Ci nie odpowiada to tym bardziej nie będę zachęcała na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bez względu na słabe czy dobre oceny, książki chcę przeczytać.
    Pozdrawiam.
    http://miedzy--stronami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Tobie bardziej będą odpowiadać :-)

      Usuń
  6. Matko moja, ja tak pragnę przeczytać tą serię, że to aż mnie boli :D ok, może nie boli, ale od roku się za to zabieram :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To do dzieła! Czas wyrobić sobie o niej zdanie :-P

      Usuń
  7. Hehe coś się im z liczeniem pomyliło:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego my wymagamy od językowców?! Toż to nie umysły ścisłe :-D

      Usuń
  8. czyli chcesz mi delikatnie powiedzieć, że piszę tak chaotycznie, że kompletnie nic nie ma sensu? XD TAKI TAM STRUMIEŃ SWIADOMOŚCI! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, droga panno :-)
      Miałam raczej na myśli oryginalność stylu :-D. Swoją drogą, strumień świadomości zastosowany jest w 'Ulissesie', zaliczanym do wielkich dzieł literatury!

      Usuń
  9. Boże! jakie te okładki są cudowne! Ja chyba muszę sobie sprawić całą serię od razu, a kiedy przeczytam nie mam zielonego pojęcia, ale będę miała :):)

    OdpowiedzUsuń
  10. Okładki okładkami, ale nie wiem czy dla samego 'opakowania' warto kupować całą serię.

    OdpowiedzUsuń
  11. Raczej nie będę czytać ;)

    Zapraszam
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ponoć się mówi: "Nie oceniaj książki po okładce", jednak ten wpis najbardziej przykuł mą uwagę i być może skuszę się chociaż na jedną część.
    Pozdrawiam:)!
    www.sercabiciem.blogujaca.pl

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, wszystkie czytam i zawsze na nie odpowiadam. Dziękuję za Wasze słowa!