niedziela, 24 stycznia 2016

Maria Nurowska „Listy miłości”

Dlaczego tak strasznie chciałam żyć... Śmierć była czymś nieporównanie łatwiejszym. Śmierć to był brak świadomości i leżenie... A jednak zwłoki leżące na ulicy przejmowały mnie lękiem. Przykrywano im gazetami twarze, najczęściej widziałam bose stopy, bo od razu znajdował się amator na buty.



Druga wojna światowa to doświadczenie, które wpływało na życie każdego, kto miał nieszczęście egzystować w tamtym okresie. Jedni byli mniej doświadczeni przez okrucieństwo okupantów, drudzy bardziej - począwszy od życia w skrajnej biedzie, do straty ukochanych bliskich po własną śmierć. Oglądając niedawno serial, którego akcja rozgrywa się w latach powojennych usłyszałam kwestię z ust jednej z bohaterek, która to kwestia idealnie wpasowuje się w tę recenzję: Wojna nikogo nie pozostawia obojętnym. Każdy ma jakaś historię.


Listy miłości to historia kobiety, która żyjąc w gettcie zmuszona była do prostytucji by tym zajęciem zapewnić sobie i schorowanemu ojcu choć garstkę pożywienia. Po uwolnieniu się z piekła domu publicznego i ucieczce na aryjską stronę, została sama na świecie i przybrała nowe imię oraz nazwisko. Ukrywając swoją tożsamość żyła przez lata w kłamstwie. Gdy jej  życie wydawało się iść w lepszym kierunku - między innymi za sprawą polskiego lekarza, którego obdarzyła ogromnym uczuciem, okazało się, że wyjście z getta nie było końcem koszmaru. Towarzyszył jej codzienny lęk odkrycia prawdy o jej pochodzeniu i przeszłości przez antysemickiego ukochanego. Nie mogąc z nim szczerze porozmawiać i zrzucić ciężaru pisała do niego listy, listy miłości, których nigdy nie wysłała. 

Od pierwszej chwili, kiedy Cię ujrzałam w drzwiach, byłam już tylko kobietą. Zakorzeniłam się w swojej miłości i w swoim strachu. Miłość i strach stały się istotą mojego życia.

W walce o szczęście przeszkodą stała się między innymi żona lekarza, która wróciła umierająca po oświęcimskim obozie, a którą Elżbieta musiała się zajmować...

Obie byłyśmy beznadziejnie uwikłane w przeszłość, tylko że ona pozostawiła tam swoją kobiecość i to jej nie dawało szansy, mnie odbierało ją moje ciało, które było bezwstydnie piękne. Nie mogąc się uwolnić, starałam się przynajmniej zakrywać je przed nią. Przecież musiała myśleć, że to są piersi, których Ty dotykasz, że to jest ten brzuch, te nogi... Wchodziłam w najpiękniejsze dla kobiety lata, w lata rozkwitu, a ona, trochę ode mnie starsza, nieodwołalnie dążyła ku śmierci.

Przeszkodą stał się też ktoś, kto znał ją z czasów jej upodlenia... Ten ktoś zaczął ją szantażować i pod groźbą ujawnienia prawdziwej twarzy Elżbiety (a teraz Krystyny) zmuszał do oddawania mu się.

A wiesz, co to znaczy sprzedawać siebie? Pozwalasz, żeby ten, co ma forsę, włożył ci rękę za majtki, a potem, żeby je zdjął, a potem, żeby się na tobie położył. Albo według uznania... mam mówić dalej?

 Nie zdradzę, co wydarzyło się później, tyle Wam powinno wystarczyć na zachętę.

Książkę kupiłam w zasadzie przypadkiem, skuszona niską ceną (9,90zł) wydania kieszonkowego - jeśli ktoś z Was byłby nią zainteresowany to bez problemu dostanie taką wersję w praktycznie każdym empiku.  Lektura okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Pozwoliła mi dostrzec, że nie należy kształtować pochopnej opinii o kimś, kogo przeszłości nie znamy. Pokazała jak wielką moc ta przeszłość ma na teraźniejszość, na lęki i niemożność swobodnego zachowania wśród tych, którzy zamknięci są na problemy drugiego człowieka. Po przeczytaniu Listów miłości dwa razy zastanawiam się zanim kogoś osądzę. Dlatego szczerze polecam Wam tę opowieść - można z niej wynieść coś dla siebie (co niestety nie jest tak oczywiste we współcześnie tworzonej literaturze).



Podsumowanie:
Autor: Maria Nurowska

Tytuł oryginalny: -

Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 261

Dla kogo? Dla kobiet lubiących "okołowojenną" tematykę, lubiących czytać książki poruszające tematykę prostytucji i trudnej miłości.

Coś ode mnie: Przepadłam podczas czytania i podróż pociągiem minęła mi przy tej lekturze prawie niezauważenie, także polecam szczególnie na wyjazdy :).

Treść: 8/10
Styl: 8/10
Okładka: 8/10 
Moja ocena: 8/10 



36 komentarzy:

  1. Boże cudowne to jest <3 Zakochałam się w tym wpisie :O

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na każdą obserwacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłam, że wpis może powodować takie uczucia...

      Usuń
    2. No ja się nie zakochałam, ale zgrabnie to napisałaś :)

      Usuń
  2. Ojej, nie sądziłam, że tematyka okołowojenna może mnie tak zainteresować :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię od jakiegoś czasu... zawsze mnie w pewien sposób roztkliwia.

      Usuń
  3. Może się zainteresuję, lecz nie w najbliższym temacie. Czuję lekki przesyt tematyką okołowojenną. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nadmiarze może powodować przesyt, jak i każdy nadmiar :)

      Usuń
    2. Dokładnie więc chwilowo odpoczywam przy ulubionych kryminałach i thrillerach :) Ich akurat nigdy dla mnie za wiele :)

      Usuń
    3. Tym co mi się z kolei nie znudzi to piękny język. Jakkolwiek to dziwne, to dopracowana stylistycznie warstwa językowa może w moich oczach uratować fabułę. Już kiedyś Ci o tym pisałam - urzeka mnie tak Wiśniewski, choć akurat nie jest to dobry przykład kulejącej fabuły :-)

      Usuń
  4. jak ja bardzo unikam takich książek! ;) od jakiegoś czasu próbuję literaturą i filmem (chociaż tym) kreować magiczne życie. pewnie dlatego najlepiej podchodzi mi fantastyka i bajki. ten wpis przypomina mi, jak bardzo chciałam kiedyś zostać artystą - nie, już nie chcę, co więcej, przeszłam na ścisłą, materialną stronę mocy (studiuję ekonomię), ale jednak czuję co jakiś czas sentyment do czasów, kiedy czytałam więcej i potrafiłam się tym wzruszać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę unikasz? A ja sobie wykreowałam Twój obraz jako eleganckiej kobiety pijącej herbatę z imbirem... we mgle. Koniecznie. Nie wiem dlaczego, ale mglistość przylega do Ciebie w mojej wyobraźni. Haha, brakuje mi tych naszych dawnoblogowych wywodów i plątanin słownych :)

      Usuń
  5. Dla mnie to zbyt smutne. Nie lubię smutnych książek, bo mi potem smutno i chodzę cały czas struta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama za to nie lubi nie-smutnych. nie pytaj, dla niej dobry film albo książka to takie, na których się płacze, haha.

      Usuń
  6. przerabiałam to na studiach... piękne, wzruszające

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż to muszą być za porywające studia! :-)

      Usuń
  7. Bardzo lubię książki o tematyce okołowojennej, więc myślę że przy następnej wyprawie do empika wrócę z tą właśnie książką :) Pozdrawiam /Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  8. Cena nie jest wysoka, a historia warta poznania, wiec... mogę się tylko cieszyć, że Ci przybliżyłam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ponieważ interesuje mnie literatura z tego własnie okresu, z pewnością zapoznam się z "Listami miłości". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo ją lubię, tak że witaj w klubie!

      Usuń
  10. A ja zraziłam się do Nurowskiej po lekturze "Nakarmić wilki". Tak bardzo mi się ta książka nie podobała, że mam opory po wybieranie książek tej autorki :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jako drugą książkę autorki czytałam "Rosyjskiego kochanka" i... gdyby to była moja pierwsza książka, to też bym się zraziła. Możesz spróbować na moje ryzyko z "Listami..." :-)

      Usuń
    2. Jest w bibliotece, więc spróbuję któregoś dnia :)

      Usuń
    3. Naprawdę? Sprawiłaś, że się uśmiechnęłam! :-)

      Usuń
  11. czytelniczki w bibliotece bardzo chwaliły jej książki, ale jakoś nie mogłam się nigdy zebrać..

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem pewna, że ta książka niesamowicie by mnie poruszyła. II WŚ to temat, który potrafi mnie zdruzgotać. Może kiedyś sięgnę po tę pozycję ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnią książką, przy której płakałam były "Dziewczyny z powstania", więc dobrze Cię rozumiem.

      Usuń
  13. Właściwie lubię taką okołowojenna tematykę, ale... to za bardzo wpływa na moją psychikę. Potem nie mogę się uwolnić od tego tematu i jest mi tak przeraźliwie smutno... a naprawdę nie lubię, gdy mi jest smutno. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie też nie działa zbyt optymistycznie, ale ma w sobie coś, co nieodmiennie mnie do niej przyciąga i wprawia w taki... podniosły nastrój.

      Usuń
  14. Na pewno książka ta niesamowicie mnie by poruszyła. Tematyka II wojny światowej bardzo wzrusza czytelnika i daje sporo do myślenia.
    Myślę, że kiedyś przeczytam tą książkę.
    Pozdrawiam. ~ Julka ☺ ~
    Zapraszam na nową recenzję:
    http://odkawywoleksiazke.blogspot.com/2016/01/recenzja-oddam-ci-sonce-autorstwa-jandy.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo lubię książki o tematyce II Wojny Światowej, a do tego Twoja recenzja jest niezwykle poruszająca, więc koniecznie muszę sięgnąć po tę książkę!
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  16. ojej.. brzmi ciężko. nie jestem teraz w nastroju na taką tematykę, choć jeśli jest dobrze napisana, to kiedyś się na nią skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę Ci przyznać rację, są takie książki, do których trzeba mieć odpowiedni nastrój, by je czytać.

      Usuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz, wszystkie czytam i zawsze na nie odpowiadam. Dziękuję za Wasze słowa!