Dawne czasy mają zawsze urok wielki dla tych, którym nowe nie przyniosły nic prócz łez i boleści.
E. Orzeszkowa „Marta”
Martę czytałam dwa razy, teraz i kilka lat temu. Wtedy, jak i teraz wzbudziła we mnie takie same, mocne reakcje. Mimo, że to powieść tendencyjna, a więc nakierowana na przeforsowanie jakiejś tezy (w tym przypadku chodziło o pozytywistyczną emancypację kobiet) i nie wymaga się od niej wysokiego kunsztu... to jednak emocje wzbudza.
Dla tych, którzy nie wiedzą o czym mowa, postaram się przybliżyć opisaną w książce historię i nakreślić najważniejsze elementy tworzące wspomnianą powieść tendencyjną.
