Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z historią w tle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z historią w tle. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 maja 2016

Maria Krüger „Godzina pąsowej róży”

– Co to znaczy? – spytała Anda. I jednocześnie spostrzegła ze zgrozą, że zamiast swoich pięknych, popielatych spodni, ma na sobie również długie, bo sięgające po łydki, białe perkalowe majtki z falbankami.
– Co to ma znaczyć? – powtórzyła głośniej, bardzo już zdenerwowana. – Gdzie ja jestem? Gdzie moje spodnie?
– Drogie dziecko – cioteczna babka uśmiechała się nadal – mówiłam ci już, że przecież sama, własnoręcznie cofnęłaś wskazówki starego, holenderskiego zegara, że przecież sama, własnoręcznie cofnęłaś czas.



Kiedy byłam gdzieś pomiędzy szkołą podstawową a gimnazjum, to dowiedziałam się, że istnieje taka książka o dziewczynce, która przenosi się w czasie. I to do mojego ulubionego XIX wieku, a dokładniej do 1880 roku. Już wtedy postanowiłam, że muszę przeczytać Godzinę pąsowej róży, a ten cel spełniłam kilka dni temu.

Anda, czyli Anna Danuta to czternastolatka mieszkająca w jednym pokoju ze starszą siostrą (aspirującą na aktorkę), która ponad wszystko uwielbia pływanie. Niezbyt dobrze radzi sobie za to z matematyką, czego najlepszym dowodem jest najnowsza dwója przy jej nazwisku w dzienniku (należy pamiętać, ze właściwa akcja rozgrywa się w 1960 roku). Pewnego dnia, próbując niepostrzeżenie wymknąć się na basen, zamiast odrabiać zadania domowe, przestawia wskazówki starego zegara i tłucze szybkę w ramce zdjęcia przedstawiającego dawną krewną. Próbując pozbierać szkło, kaleczy się, a kropla krwi zabarwia różę trzymaną przez ciotkę z czarno-białego zdjęcia. I wtedy nagle okazuje się, że Anda przenosi się do 1880 roku, a to wszystko za sprawą godziny pąsowej róży.

piątek, 20 maja 2016

Jerzy Kosiński „Malowany ptak”

Książki zrobiły na mnie szalone wrażenie. Ze zwykłych kartek papieru wyczarowywało się świat, równie prawdziwy, jak ten doświadczany zmysłami. Co więcej, świat książek, niby mięso konserwowe, był bogatszy i lepiej przyprawiony, niż ten oglądany dookoła. W życiu codziennym, na przykład, widywało się wiele osób nigdy ich dobrze nie poznając, podczas gdy o postaciach z książek wiedziało się i co myślą, i co zamierzają.


Pamiętacie, jak pisałam o Wilgotnych miejscach? Wydawało mi się wtedy, że to jedna z najbardziej kontrowersyjnych pozycji jaki będę mogła napotkać w życiu. Dziś opiszę Wam książkę, która przewyższa Wilgotne miejsca kilkakrotnie (jeśli można mówić o mierzalności kontrowersji), a nosi dość niewinny tytuł... Poznajcie Malowanego ptaka.

wtorek, 10 maja 2016

Bogdan Bartnikowski „Dzieciństwo w pasiakach”


Gdzieś są sklepy, gdzieś ludzie jedzą. Gdzieś jest chleb, dużo chleba, i ziemniaki, i brukiew, i wszystko. Jeść... Już nawet nie burczy w brzuchu, tylko ciągnie i piecze. A do wieczora daleko. Usiądziemy wtedy kołem na pryczy, wlepimy oczy w cegiełkę chleba, którą nóż, wręczony godnemu zaufania koledze, podzieli na najrówniejsze części. A potem jeden z nas odwróci się, a inny będzie wskazywał palcem kromki. Komu ta? Komu ta? Komu ta? Komu ta...


Książka napisana na podstawie wspomnień byłego więźnia-dziecka obozu koncentracyjnego. Wstrząsająca, wzruszająca i boleśnie prawdziwa. Choć literatura obozowa nigdy nie jest literaturą łatwą (ani przyjemną), to wizja zagłady z perspektywy dziecka, nakreślona przez Bogdana Bartnikowskiego, mimo że przedstawiona prostym językiem, jest niezwykle trudna do przyjęcia.

Autor jako dwunastolatek brał udział w Powstaniu Warszawskim, po którym (w odwecie za wybuch powstania) został zabrany z mamą wraz z m.in. około 1500 innymi dziećmi do obozu Auschwitz-Birkenau. Tak intensywne i traumatyczne przeżycia odcisnęły na jego psychice piętno, nie pozwoliły o sobie zapomnieć latami, czego wynikiem jest napisany w 1969 roku (i, co z przykrością muszę napisać, zapomniany w kanonie lektur szkolnych) zbiór opowiadań Dzieciństwo w pasiakach.

piątek, 11 marca 2016

Marcin Mastelarz „Miasto 44”

 Coś jest z tą Polską nie tak, że niepodlewana krwią usycha. I z nami chyba też jest coś nie w porządku - ile jeszcze trzeba powstań, zanim nauczymy się inaczej myśleć i działać? Dlaczego potrafimy dla Polski bez sensu umierać, ale już żyć dla niej z sensem niekoniecznie?



Film znany jest bardziej niż książka – nic w tym dziwnego, gdyż Miasto 44 to powieść napisana na podstawie scenariusza filmowego. Niektórzy znają już moje zdanie na temat poziomu powieści opartych o film – jest on dość niski. Do tej pory nie spotkałam się z przypadkiem napisania czegoś lepszego od filmu, co postałoby na jego podstawie. Może Wy macie takie doświadczenia? Dajcie mi znać, chętnie przekonałabym się na własnej skórze, czy to możliwe. Bo o tym, że film bywa lepszy od pierwowzoru książkowego i dlaczego nie stosuję konsekwentnie zasady najpierw książka, później film, napiszę Wam innym razem.
Teraz skupmy się na tym, czy powstanie książki Marcina Mastelerza miało sens.

niedziela, 24 stycznia 2016

Maria Nurowska „Listy miłości”

Dlaczego tak strasznie chciałam żyć... Śmierć była czymś nieporównanie łatwiejszym. Śmierć to był brak świadomości i leżenie... A jednak zwłoki leżące na ulicy przejmowały mnie lękiem. Przykrywano im gazetami twarze, najczęściej widziałam bose stopy, bo od razu znajdował się amator na buty.



Druga wojna światowa to doświadczenie, które wpływało na życie każdego, kto miał nieszczęście egzystować w tamtym okresie. Jedni byli mniej doświadczeni przez okrucieństwo okupantów, drudzy bardziej - począwszy od życia w skrajnej biedzie, do straty ukochanych bliskich po własną śmierć. Oglądając niedawno serial, którego akcja rozgrywa się w latach powojennych usłyszałam kwestię z ust jednej z bohaterek, która to kwestia idealnie wpasowuje się w tę recenzję: Wojna nikogo nie pozostawia obojętnym. Każdy ma jakaś historię.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Pięć najlepszych książek przeczytanych w 2015 roku





Nie kończę jeszcze czytania w tym roku, ale wątpię aby cokolwiek, co uda mi się przeczytać do końca miesiąca było lepsze (oczywiście w moim odczuciu) od książek, które przedstawiam poniżej. Nie znajdziecie wzmianki o zdecydowanej większości z nich na blogu, a nie chcę przechodzić koło nich bez słowa. Chcę się z Wami podzielić tym, co najbardziej przypadło mi do gustu czytelniczego podczas tego roku. Czytaliście coś z tej piątki? 

czwartek, 22 października 2015

Małgorzata Gutowska-Adamczyk „Cukiernia pod Amorem” (recenzja serii)


Swojego szczęścia nie możesz uzależniać od innych, ani tym bardziej od losu, musisz je budować sama. Powinnaś być silna, bo tylko tacy ludzie bywają szczęśliwi, a tę moc czerpie się z własnego wnętrza, z pokus, którym uda ci się oprzeć, z odnoszonych codziennie małych zwycięstw nad własnymi słabościami, z plonu, jaki przyniesie Twoja praca.
Celina „Cukiernia pod Amorem. Hryciowie”






Nie wiem na ile to często spotykana, a na ile to rzadkość, ale ja mam zwyczaj odciągać w czasie i dawkować przyjemności czytelnicze. Kiedy wiem, że mam na półce książkę, która jest kontynuacją świetnej serii, albo zostało mi już niewiele rozdziałów do zakończenia lektury, to... zwalniam. Zaczynam czytać w międzyczasie inne rzeczy, odciągam swoją uwagę od danej pozycji. Dlaczego? By nie rozstawać się z przygodą i bohaterami. Tak robiłam z każda częścią HP – dawkowałam (tu przeniosło się to nawet na film – na ostatnią część nie poszłam do kina, bo „nie chciałam żeby moje dzieciństwo się skończyło” i żeby „nic więcej nie było”; ostatecznie obejrzałam ją na komputerze... rok po wszystkich!). Dziś prezentuję Wam serię, którą duuuuża grupa damskiej części odbiorców na pewno zna, a z którą ja nie chciałam się rozstawać. Czas na sagę o Gutowie.

Te trzy tomy lądowały na mojej półce ze średnią regularnością dwóch lat – cóż, wspomniałam o tym, że lubię dawkować to, co dobre.  A dwie linie fabularne, akcja, która rozpoczyna się w połowie XIX wieku i rozgrywa równolegle w 1995 roku to świetny pomysł.  Bogata i obfitująca w barwne postacie historia – to zapewni Wam ta trylogia. Występują w niej pełnoprawni spadkobiercy możnego rodu Zajezierskich i potomkowie bękarta (jak to ostro brzmi!) Tomasza Zajezierskiego. Żyją obok siebie nie wiedząc o sobie, a smaczku i pikanterii dodaje tajemnica pierścienia znalezionego na palcu mumii odkrytej w korytarzach pod miastem. Pierścień ten miał być dowodem na pokrewieństwo z hrabią Tomaszem. Nie wiadomo jednak skąd wziął się przy odnalezionym ciele, ani jaka jest tożsamość kobiety, która spoczęła w grobowcu z osobliwą błyskotką.

Warto zapoznać się z tą seria nie tylko dla bardzo interesującej fabuły, ale dla lekcji historii, którą nam ona daje. Podążając przez kolejne lata za kolejnymi postaciami z książkowego rodu, towarzyszymy im przez zawieruchy polskiej historii. Ja osobiście baaardzo lubię poznawać codzienność jaka otaczała ludzi żyjących na długo przed moim pojawieniem się na świecie. A to zapewniła mi między innymi Cukiernia...

Losy bohaterów są tak zgrabnie i szczegółowo wplecione między daty, na końcu każdego tomu znajduje się kalendarium postaci, krótka charakterystyka i drzewa genealogiczne, że nic dziwnego, iż wiele czytelniczek wyszukiwało w Internecie fikcyjnych postaci (np. Giny Weylen), będąc przy tym przekonanym o jej rzeczywistym istnieniu. Małgorzata Gutowska-Adamczyk bardzo wiarygodnie przedstawiła dzieje kilku pokoleń, to fakt.
Uwielbiam wręcz szatę graficzną całej serii, która przedstawia witrynę sklepową w różnych kolorach. To chyba najładniejsze okładki jakie mam na swojej półce. Są po prostu urocze i bardzo klimatyczne. Świetnie oddają ducha książki i przywodzą na myśl minione lata świetności (?) małych kawiarenek z tradycją. I są, bardzo retro, więc nie mogą mi się nie podobać!  Musze jeszcze nadmienić, iż są bardzo wytrzymałe! 
Teraz czas na dygresję. Książki, które czytam bardzo często kończą w tragicznym stanie (później je kleję, składam itd.), nie żebym robiła im specjalnie krzywdę, ale... czytam, gdzie mogę. Równa się to z tym, że powieści podróżują ze mną w deszczu, na mrozie, w plecakach wypełnionych wszystkim, wciśnięte w torebki i w sakwy rowerowe. Wypełniają się nadmorskim piaskiem, spadają z wysokości, zalewają się wodą w wannie. Yhmm, jestem fanką aktywnego czytelnictwa :).
Co do Cukierni pod Amorem - jestem po dużym wrażeniem odporności na moje użytkowanie. Trzecia część, którą czytałam głównie w domu, wygląda niemal jak nowa z księgarni! Musiałam to napisać, tak jak muszę podzielić się ciekawostką związaną z żółknięciem stron tej serii. Jak już napisałam – kolejne tomy lądowały średnio co dwa lata w mojej biblioteczce. Zobaczcie na załączone zdjęcie. Od najstarszej (na samym dole) do najnowszej. Nie zdawałam sobie sprawy, że książki tak szybko się starzeją i z pachnących młodzieniaszków zmieniają się w  pożółkłych staruszków! Zwróciliście na to uwagę? Czy może to charakterystyczne tylko dla pewnego typu papieru?

Wracając do głównego przedmiotu recenzji – jeśli kochacie romanse historyczne to jest to trylogia, którą musicie koniecznie poznać. A jeśli chodzi o fanów tajemnic – zapewniam, że nie będziecie w stanie dociec zagadki pierścienia Zajezierskich. To jaka jest prawda jest ironicznie prawdopodobne. Bo w życiu takie przypadki zdarzają się zdecydowanie najczęściej.

Na mały minus zasługuje tylko otoczka „harlequinowatości”, która rodzi się z reklamy na okładce pierwszego tomu:
Silne kobiety. Wielkie Namiętności. Rodzinne tajemnice.
Uważam również, że z kilku scen seksu można było zrezygnować. Ich opis nie wnosi zbyt wiele, a usunięcie pozwoliłoby na uniknięcie wrażenie przesytu. 

Na przeczytanie czeka u mnie już pierwsza część Podróży do miasta świateł, czyli niejakie rozwinięcie losów jednej z bohaterek Cukierni pod Amorem, której zakupem chwaliła się TUTAJ. Świadczy to o tym, że styl jakim posługuje się autorka opisywanej serii bardzo przypadł mi do gustu. Ba! Chcę wręcz przeczytać wszystko co ta pani napisała. Z mojej strony jest to ogromny komplement, którym zdecydowanie nie szastam na prawo i lewo. 

Podsumowując, zachęcam Was do sięgnięcia po pierwszy tom, ten zielony. Myślę, że się nie zawiedziecie. A Ci którzy już czytali... mogą podzielić się wrażeniami i odczuciami jakie lektura pozostawiła :).



Podsumowanie:
Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk













Tytuł oryginalny: -

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2010-2011
Liczba stron: 472-520

Dla kogo? Myślę, że przede wszystkim dla kobiet. Nie spotkałam się jeszcze z mężczyzną czytającym tę serię, ale... w sumie, dlaczego nie? :)

Coś ode mnie: Cieszę się, że trafiłam na autorkę, na tę serię. Myślę, że Cukiernia pod Amorem pozostanie tytułem, który będę wspominać miło nawet za kilka lat.

Treść: 8/10
Styl: 7/10
Okładka: 10/10
Moja ocena: 8/10